Łukasz Kamiński

(Nie)bezpieczna pamięć?

Badania nad pamięcią (memory studies) w ostatnich dwu dekadach przebojem wdarły się do świata nauki, pociągając za sobą wielu przedstawicieli humanistyki. Przedmiotem badań stały się mechanizmy tworzenia się (i konstruowania) zbiorowych wyobrażeń o przeszłości, sposoby upamiętniania – szczególnie trudnej historii, budowanie narracji muzealnych, obecność przeszłości w przestrzeni publicznej, procesy rozliczeń z przeszłością itp.
W tym samym czasie inna dyscyplina, security studies, znalazła się w głębokim kryzysie. Wynikał on z zakończenia zimnej wojny, a to właśnie konflikt między blokiem wschodnim a zachodnim był głównym obszarem badań specjalistów od bezpieczeństwa międzynarodowego. Kryzys ten ostatecznie został przezwyciężony, jednakże wśród nowych zainteresowań badawczych security studies kwestie związane z pamięcią pojawiają się jedynie na marginesie.
Tymczasem związek pomiędzy sferą pamięci zbiorowej a zagadnieniami bezpieczeństwa wydaje się być oczywisty. Jeśli przeszłość odgrywa tak dużą rolę w kształtowaniu tożsamości, to może być również źródłem problemów w tej sferze. Nierozwiązane konflikty o podłożu historycznym, zarówno w wymiarze wewnętrznym, jak i międzynarodowym, bywają źródłem całkiem współczesnych problemów.
Integracja europejska od początku była projektem, którego celem było przezwyciężenie historii. Mroczne doświadczenia z przeszłości, szczególnie związane z II wojną światową, były wielokrotnie przywoływane jako argument na rzecz potrzeby zjednoczenia kontynentu. Po odrzuceniu przez Francję i Holandię projektu konstytucji dla Europy Javier Solana broniąc na łamach „New York Times” konieczności dalszej integracji na pierwszym miejscu odwoływał się do przeszłości. Pisał o potrzebie „egzorcyzmowania demonów przeszłości” i doświadczeniu „horroru XX wieku”.
Warto zastanowić się, czy pamięć rzeczywiście odgrywa tak istotną rolę w kształtowaniu europejskiej polityki i strategii bezpieczeństwa, czy może stanowi jedynie źródło poręcznych i jednocześnie nieco już wyświechtanych argumentów na rzecz integracji.

Magistra vitae?
Słynna maksyma Cycerona najczęściej powraca w heglowskiej trawestacji, wskazującej, iż ani rządy, ani narody nie są w stanie uczyć się z historii. Na problem ten spojrzeć można z dwu punktów widzenia. Pierwszy związany jest z praktycznym wykorzystaniem wiedzy płynącej z przeszłości, drugi zaś z zachowaniem pamięci o wybranych wydarzeniach, służących jako przestroga.
Na poziomie europejskim (podobnie jak na krajowym) trudno byłoby wskazać mechanizmy transferu wiedzy o przeszłości do świata polityki. Struktury unijne nie dysponują żadnymi ciałami eksperckimi w tym obszarze. Organizowane w Parlamencie Europejskim rozmaite dyskusje, wysłuchania publiczne itp. niezwykle rzadko wywierają realny wpływ na bieżącą politykę czy też na wyznaczanie długofalowych strategii. W lipcu zakończył się dwuletni cykl dyskusji w Komisji Europejskiej, zatytułowanych „Debaty o demokratycznym bezpieczeństwie”. Mimo, iż w dokumencie przewodnim odwoływano się do doświadczeń historycznych (od rozpadu Jugosławii po aneksję Krymu), tylko jedna z dwunastu debat odnosiła się do przeszłości.
Jednym z niewielu przykładów oparcia polityki europejskiej na doświadczeniu historycznym było ustanowienie w 2011 r. Partnerstwa Wschodniego. Było ono jednak przede wszystkim efektem polskiej pamięci, a nie istnienia mechanizmów gromadzenia i wykorzystywania wiedzy o przeszłości.
Zjawisko to nie jest nowe, nie ogranicza się też tylko do Europy. Trzydzieści lat temu wybitny historyk John Lewis Gaddis opisywał je na przykładzie amerykańskim. Poszukując przyczyn braku wpływu badań naukowych na politykę bezpieczeństwa badacz wskazywał nie tylko na ograniczenia świata polityki, będące pochodną chronicznego braku czasu na refleksję. Zdaniem Gaddisa świat nauki nie przekonał polityków do znaczenia swojej pracy, ani nie był w stanie przekazać jej wyników w nadającej się do wykorzystania postaci. Wynikało to z jednej strony z trudności w znalezieniu odpowiedniego języka, a z drugiej z ograniczeń przedstawicieli poszczególnych dyscyplin. W jego opinii historycy charakteryzują się „ubóstwem konceptualnym” i zbyt często traktują swoją dziedzinę jako formę sztuki, zaś politolodzy z kolei skupiają się na tworzeniu teorii, zbyt mało uwagi poświęcając faktom i analizie wiedzy płynącej z badań archiwalnych.
Znacznie lepiej wygląda sytuacja w sferze upamiętniania. Patrząc z lotu ptaka można powiedzieć, że Europa pamięta, a historia XX wieku traktowana jest jako przestroga przed wojną i dyktaturą. Bliższe spojrzenie ujawnia rysy na tym wizerunku – począwszy od wewnętrznych problemów poszczególnych państw z rozliczaniem przeszłości po konflikty pamięci.

Zderzenie dwu pamięci
Punktem przełomowym stało się rozszerzenie Unii Europejskiej w 2004 r. o pierwsze państwa dawnego bloku wschodniego. Dosłownie kilka tygodni wcześniej z cała mocą ujawniła się głęboka różnica wrażliwości historycznej obu części kontynentu. Oburzenie wielu zachodnich komentatorów wywołały słowa ówczesnej łotewskiej minister spraw zagranicznych Sandry Kalniete. Podczas targów książki w Lipsku stwierdziła ona, iż „Po drugiej wojnie światowej Europę przecięła »żelazna kurtyna«, która nie tylko zniewoliła narody Europy Wschodniej, ale też wymazała ich historię z dziejów całego kontynentu.. […] Dopiero po upadku żelaznej kurtyny badacze zyskali wreszcie dostęp do archiwów i życiorysów ofiar. A te dane potwierdzają prawdę, że oba totalitaryzmy – nazizm i komunizm – były równie zbrodnicze”. Sprzeciw, jaki wywołały te słowa, związany był z dominującą rolą, jaką w pierwszych dekadach integracji europejskiej odgrywała pamięć Holocaustu.
Kolejne lata przyniosły wiele wysiłków na rzecz „zrównoważenia” europejskiej pamięci i dostrzeżenia doświadczenia Europy Środkowo-Wschodniej. Koncentrowały się one na forum Parlamentu Europejskiego. Ich kulminacją stało się przyjęcie 2 kwietnia 2009 r. rezolucji „w sprawie świadomości europejskiej i totalitaryzmu”. Zwracano w niej między innymi uwagę, że „Europa nie będzie zjednoczona, jeżeli nie potrafi wypracować wspólnego poglądu na temat swojej historii, nie uzna nazizmu, stalinizmu i faszyzmu oraz rządów komunistycznych za wspólne dziedzictwo i nie przeprowadzi uczciwej i gruntownej debaty na temat zbrodni popełnionych przez te reżimy w minionym stuleciu”. Wśród proponowanych rozwiązań znalazły się powołanie Platformy europejskiej pamięci i sumienia, której zadaniem miało być wspieranie instytucji zajmujących się totalitarną przeszłością, „wzmocnienie” instrumentów finansowych w tym obszarze oraz ustanowienie 23 sierpnia „ogólnoeuropejskim dniem pamięci ofiar wszystkich reżimów totalitarnych i autorytarnych”.
Kilka miesięcy później w odpowiedzi na tę rezolucję Rada UE przyjęła „konkluzje w sprawie europejskie świadomości i totalitaryzmu”. W 2011 r. Rada ds. Wymiaru Sprawiedliwości i Spraw Wewnętrznych ustanowiła w rocznicę zawarcia paktu Ribbentrop-Mołotow Europejski dzień pamięci ofiar reżimów totalitarnych. Uruchomione zostały także „instrumenty finansowe”. W ramach programu Horyzont 2020 finansowane są projekty poświęcone historii Europy Środkowo-Wschodniej, kluczowe znaczenie ma jednak program Europa dla Obywateli. Jeden z trzech jego komponentów, „Pamięć europejska”, poświęcony jest przede wszystkim doświadczeniu reżimów totalitarnych w dziejach Europy. Wśród priorytetów znalazły się wydarzenia 1956 i 1968 r. w bloku wschodnim, początek zimnej wojny i upadek systemu komunistycznego w 1989 r.
Nie oznacza to jednak, że problem został ostatecznie rozwiązany. Powstała w 2011 r. Platforma Europejskiej Pamięci i Sumienia skupiła głównie instytucje i organizacje z krajów Europy Środkowo-Wschodniej, nie otrzymała też żadnego wsparcia na poziomie Unii Europejskiej. Podobnie organizowane 23 sierpnia ogólnoeuropejskie obchody dnia pamięci ofiar reżimów totalitarnych odbywają się wyłącznie po wschodniej stronie dawnej żelaznej kurtyny. W tym roku stały się one pretekstem dla głośnego protestu greckiego ministra sprawiedliwości Stawrosa Kontonisa. Nie tylko odmówił on udziału w organizowanych w Tallinie uroczystościach, lecz także wyraził opinię, iż „nazizm i komunizm nie są stronami tego samego równania”.

Słabość Europy
Niezależnie od zagrożeń, jakie niesie ze sobą utrzymujące się napięcie w pamięci wschodniej i zachodniej części kontynentu, wyzwaniem dla bezpieczeństwa Europy są liczne konflikty pamięci. Proces integracji nie byłby możliwy bez dwu wielkich aktów pojednania: francusko-niemieckiego i polsko-niemieckiego. Tymczasem Unia nie wypracowała żadnych mechanizmów wsparcia tego typu procesów, a w przypadku wynikających z nich zagrożeń pozostaje bezradna.
Jako anegdotyczny można by potraktować spór między Grecją a Macedonią (a właściwie Była Jugosłowiańską Republiką Macedonii) o prawo do dziedzictwa Aleksandra Wielkiego, gdyby nie fakt, że wywołuje on bardzo konkretne reperkusje w relacjach międzynarodowych. Podstawowym jest blokada przez Grecję możliwości przystąpienia Macedonii do UE i NATO, co dodatkowo destabilizuje i tak niespokojny region.
Najważniejsze działania zmierzające do uporania się z dziedzictwem krwawego konfliktu w dawnej Jugosławii podjęte zostały bez udziału organów europejskich. Międzynarodowy Trybunał Karny dla byłej Jugosławii powołała Rada Bezpieczeństwa ONZ, a Międzynarodowa Komisja ds. Osób Zaginionych (poszukująca szczątków ofiar i identyfikująca je) powstała z inicjatywy USA. Analogiczna komisja poszukująca ofiar czystek etnicznych na Cyprze powstała z inicjatywy ONZ, przy wsparciu Międzynarodowego Czerwonego Krzyża.
W 2007 r., po usunięciu z centrum Tallina pomnika sowieckiego żołnierza, doszło do eskalacji napięcia z Rosją. Z jednej strony wybuchły masowe protesty licznej rosyjskiej mniejszości, z drugiej zaś nastąpił pierwszy w historii tak masowy cyfrowy atak na infrastrukturę mniejszego państwa, wsparty brutalną kampanią propagandową. Wsparcia Estonii udzieliło NATO, natomiast struktury Unii nie tylko nie zareagowały w żaden istotny sposób, lecz co ważniejsze – nie potraktowały tego wydarzenia jako ostrzeżenia przed podobnymi zagrożeniami w przyszłości.
Dopiero w ubiegłym roku, w ramach konsorcjum HERA (Humanities in the European Research Area) uruchomiono projekt „Uses of the past”. W jego ramach sfinansowano powstanie 18 konsorcjów badawczych, których zadaniem jest m.in. sformułowanie rekomendacji dla polityki europejskiej. Problematyka wyłonionych w konkursie projektów skłania do ostrożności w szacowaniu ich realnego znaczenia dla zapewnienia bezpieczeństwa Europy w sferze pamięci, jest to jednak niewątpliwie krok w dobrą stronę.

Pamięć i tożsamość
Nader powszechną odpowiedzią na coraz bardziej widoczny kryzys procesu integracji europejskiej jest wezwanie do umocnienia europejskiej tożsamości. W sposób naturalny oznacza to konieczność odniesienia się do przeszłości. Dominują w tej kwestii dwa podejścia, które można określić jako „konserwatywne” i „postępowe”. Pierwsze z nich zakłada, iż europejską tożsamość należy budować w odniesieniu do fundamentalnych tradycji – starożytnej Grecji, Rzymu i chrześcijaństwa, a także wielowiekowego dorobku europejskiej kultury. W tej perspektywie przeszłość jest źródłem żywej inspiracji, podstawą do wspólnej dumy, a niekiedy także przestrogą.
W drugim podejściu historia staje się przede wszystkim negatywnym punktem odniesienia, a jej ciemne karty stanowią argument na rzecz dalszej integracji i stopniowej rezygnacji z tożsamości narodowych. Taka wizja przeszłości (a jednocześnie propozycja konstrukcji europejskiej pamięci) zdominowała otwarte niedawno w Brukseli nowe muzeum – Dom Historii Europejskiej. Ponieważ podlega ono Parlamentowi Europejskiemu, wnosić można, że jest to spojrzenie dominujące obecnie wśród europejskich elit. Na pozór wygląda ono na kontynuację myśli ojców-założycieli, tak mocno podkreślających, że integracja starego kontynentu pozwoli zapobiec powtórzeniu się dramatu wojny. Ani jednak Adenauer, ani de Gasperi, ani Schumann nie uważali, że wymaga to rezygnacji z wielkich tradycji europejskiej historii.
***
Sfera pamięci stanowi wyzwanie dla europejskiej polityki bezpieczeństwa. Niesie ze sobą konkretne zagrożenia, ale stwarza także pewne szanse. Zapobieżenie jednym i wykorzystanie drugich wymaga stworzenia mechanizmów kształtowania polityki w tym obszarze, obserwacji zachodzących zmian, analizy problemów i formułowania rekomendacji. W dotychczasowych działaniach UE dostrzec można jedynie zalążek takiej polityki.

Tekst opublikowany w „Res Publice Nowej” (nr 229)